Flawonoidy - antyutleniacze
2 2

4 posts in this topic

Szanowni Lekarze, Farmaceuci,

zwracam się do Was z uprzejmą prośbą o podzielenie się swoją wiedzą, najlepiej wspartą abstraktami z badań o znaczeniu antyoksydantów na zdrowie ogólne/ogólnie.

Mam córeczkę, która dość często w wieku przedszkolnym choruje. Średnio raz na miesiąc. Prowadzimy zdrowy tryb życia i dziecko w nim uczestniczy, mało cukru, dużo warzyw, możliwie mało przetworzonej żywności, trochę sportu, temperatura w dzień 20 stopni, w nocy około 17, myślę, że o stan zdrowia jak na osoby niewykształcone dbamy całkiem świadomie i w tej kwesti myślę, że nie musicie dopytywać. Mimo to, ciągle zdarzają jej się infekcje. Żadne poważne choroby. Wiemy, że to okres, w którym dziecko często choruje i dopiero zdobywa odporność swoistą, ale to jest bardzo uciążliwe, gdy średnio co miesiąc 2-3 tygodnie nie chodzi do przedszkola.

 

Przypadkiem natknąłem się na osobę, która zaproponowała mi ten suplement. Posłuchałem wykładu jakiejś Pani dr na A (chwilowo nie pamiętam jak się nazywa), była bardzo przekonująca, wypowiadała się logicznie, sprawiała wrażenie osoby wykształconej. Jednak, nie będąc wykształconym medycznie nie potrafię ocenić punktu ciężkości jej wykładu, a mianowicie znaczenia wolnych rodników tlenowych i antyoksydantów(to przeciwutleniacze prawda?). Stąd chciałbym zapytać czy:

1. Faktycznie wolne rodniki tlenowe, mają istotny udział we większości chorobach cywilizacyjnych? Podkreślam słowo udział. Nie sądzę, aby były one przyczyną, ale z wykładu wynika, że mają istotny wpływ na rozwijanie się aż w 50 jednostkach chorobowych.

2. Czy faktycznie wolne rodniki tlenowe działają destrukcyjnie na błony komórek?
2.a) jeśli działają, czy destrukcyjne działanie na te błony może doprowadzić do uszkodzenia błony w stopniu uszkadzającym działanie komórki?

3. Czy antyoksydanty (czyli bioflawonoidy???) działają neutralizująco na wolne rodniki tlenowe?

4. Czy ilość bioflawnoidów, która skutecznie neutralizowałaby "zwyczajową nadwyżkę" wolnych rodników tlenowych, które ponoć mamy w organizmie może odpowiadać około 14kg owoców??

5. Ogólnie, czy wolne rodniki tlenowe faktycznie są szkodliwe dla organizmu? (tutaj podzielę się swoim podejrzeniem, że zapewne w odpowiednio małej ilości są wręcz niezbędne, jak to zazwyczaj bywa w zdefiniowaniu czy coś jest lekiem, czy trucizną - ilość)

Podejrzane jest dla mnie, że firma działa na zasadzie MLM. Znam ten system z Amway Go Best czy innych suplementów odchudzających, ale jestem w stanie dać firmie kredyt zaufania na ten system, jeśli rozkręcała się na zasadzie małej łyżeczki, wówczas późniejsze zmiany mogłyby być zbędne skoro system działa. Stąd mój post, mam ograniczone zaufanie, a cena słoiczka skłoniła mnie to tak długiego zapytania.

Uprzejmie proszę o merytoryczną odpowiedź, proszę o unikanie wyrażania opinii. Jestem już wystarczająco sceptyczny, ale chodzi o moją córeczkę - ma słabszy organizm niż jej młodsza siostra.

Jeszcze jedna prośba, jutro mam się spotkać z osobą, która ponoć12 lat w większym mieści działa w tej firmie. Może podpowiedzielibyście dla niej jakieś trudne pytania?

PS

Dla czystości dyskusji proponuję nie kwestionować zawartości słoika, a jedynie skoncentrować się na zasadności rzekomego działania najważniejszego punktu strategi czyli: wolne rodniki tlenowe vs antyutleniacze.



Pozdrawiam

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

I jeszcze uprzejma prośba, czy ktoś może łopatologicznie wytłumacz mi co to są polifenole i/lub fenole?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wstępnie: od MLM-ów z założenia należy trzymać się z daleka. Jest to moja opinia, oparta na obserwacji co MLM-y oferują, jak działają i jak oszukują.

Obecnie w Polsce, ze względu na mało kontrolowany (ze strony państwa) rynek suplementów, dopuszcza się wytwarzanie i handel substancjami, które spożywczymi suplementami nie są. Wytwórcy nie dbają o ich jakość, ładując do składów substancje dodatkowe niskiej jakości, przestarzałe rozwiązania i mieszanki, które mogą nie wyrządzić krzywdy, ale niemal z pewnością nie spowodują uzupełnienia żadnych niedoborów w organizmie człowieka.

Na te tematy było już milion dyskusji i jak widzę szykuje się dyskuja milion pierwsza.

Przeciwutleniacze są naturalnymi substancjami pochodzenia roślinnego lub mineralnego, gdyż mogą być nimi także odpowiednie jony, które same utleniając się „niejako chronią” czy „wspierają” naturalne mechanizme obronne człowieka czy innych organizów. To w cudzysłowie gdyż im więcej wiemy o tych zależnościach i prowadzimy bardziej szczegółowe badania - okazuje się, że lepiej jest zostawić to w spokoju i nie „pomagać” łykaniem żadnych specyfików gdyż można w ten sposób sobie zaszkodzić. 

Tu chociażby jedna wzmianka na temat skuteczności https://annals.org/aim/article-abstract/709255/antioxidant-vitamins-cardiovascular-disease-critical-review-epidemiologic-clinical-trial-data?volume=123&issue=11&page=860 

Tak. Wolne rodniki są „złe”. Są to cząsteczki z niesparowanymi elektronami, wobec tego będą latały jak wściekłe szerszenie i chciały te elektrony sparować, obojętnie z czym byle zużyć przy tym jak najmniej energii. Tak jest ten świat skonstruowany.

A to, że te rodniki się tworzą w organizmie człowieka i będą chciały nadeżreć substancje dla nas „dobre”, jest znane od dawna i jest naturalną konsekwencją  naszego ODDYCHANIA. Te substancje, które potrzebujemy aby były w kupie to np. DNA, które zaatakowane przez wolne rodniki będzie się przyczyniuać do starzenia organizmu. Ilustrować można to tak. Jest sobie wydruk oryginału. Dajemy to psu do gardła. Wyszarpujemy i kserujemy. Mamy kopię. Nie wygląda jak oryginał. Tę kopię dajemy psu do gardła. Wyszarpujemy. I tak w kółko. Ostatecznie otrzymujemy kopię, która jest mocno podniszczona.

Czy to jest złe? Tak.

Czy to się dzieje na codzień? Tak.

Czy można to zatrzymać? Nie.

Czy można przestać oddychać? Tak.

Czy na długo? Dłuższe okresy zwykliśmy nazywać śmiercią naturalną.

Czy trzeba z tym walczyć? Nie.

Czy to powoduje wyraźne objawy? U zdrowego człowieka nie. U chorego będzie wolniej ze wszystkim. Z procesami metabolicznymi, zdrowieniem, regeneracją, odpornością itd. To zależy: na co chory, ile ma lat, tryb życia - nie da rady umiejscowić tego w jednym, jednoznacznym miejscu.

Czy to będzie powód, dla którego dziecko wciąż choruje? Nie.

Czy suplement diety w postaci antyoksydantów coś zmieni? Nie.

Czy rodzice lepiej się poczują dając coś dzieku? Tak.

Czy łykanie rytimoniuskorbinu pomaga? Tylko przy niewyraźnym widzeniu według reklamy.

Czy łykanie witaminy C coś daje? Tak - wysyła wątrobę i nerki na siłownię - więcej pracują aby nadmiar tej witaminy wydalić.

Na ogólne samopoczucie i odporność rewelacyjny jest preparat placebo. Jest dostępny pod wieloma postaciami i jego moc wzrasta wraz z ceną specyfiku. To wiemy również od dawna i ma to wyraz w postaci „sukcesu złotych słoików” lub innych drogich i super, hiper specjalnych preparatów, dostępnych jedynie w wybranych aptekach lub przez internet. Niech mi będzie wolno jednak wspomnieć o jednym panu, który takim czymś handlował przed trzydziestką i teraz zlądował w pierdlu po tradycji - extradycji z Austrii. Tam jeszcze była kosmiczna pasta do zębów, klinika chirurgii plastycznej w windzie na Gocławiu w Warszawie itp.

Trudno obecnie mówić czy wolne rodniki są przyczyną chorób cywilizacyjnych. Pogubimy się w definicjach i teoriach. Skoro wolne rodniki były z nami od zawsze, bo organizmy raczej potrzebują oddychać  tak czy inaczej, to trudno mówić o chorobach w cywilizacji kamienia łupanego czy jeszcze wcześniej.

Tutaj wyłazi już pomysłodawczość marketingu typowego wytwórcy, który:

  1. Wygrzebał info o publikacji we wschodnich Chinach, że wyciąg ze skrzydeł chrząszcza łajnowego spowodował zahamowanie wzrostu pleśni na chlebie.
  2. Zlecił wytłoczenie tabletek z tym wyciągiem firmie w Turcji.
  3. Wszedł na rynek z preparatem Uaynex Robalex - najnowsze rozwiązanie na „grzybicę i ukryte pasożyty powodujące szereg chorób”
  4. Ulotka z publikacjami sprzed miesiąca, wyplutymi przez postronne osoby, które potrzebowały kasy na dokończenie swoich pierwotnych, niedofinansowanych badań habilitacyjnych w Wyższej Szkole Złudzeń i Nieuzasadnionych Paroksyzmów Samozadowolenia z Własnych Dokonań, jednostka zamiejscowa w Sfornych Gaciach Dolnych k/Pomyj Wielkich.

Potem okazuje się, że wyciąg z tego chrząszcza niczego zahamował, bo Peng z Changiem zapsikali cały projekt środkiem do odkażania powierzchni i nawet tego nie zauważyli, więc pleśń padła pod wpływem zwykłego wybielacza, a nie wyciągu z biednego robaka, kulającego kupę nosorożca przez cały las tropikalny.

Mimo wszystko trzeba jakoś te słoki wypychać z magazynów, bo to i kasa poszła na produkcję, na ulotki, na kłamstwa i niedomówienia habilitantów i profesorów, którzy to klepnęli, na jakieś grosze do rejestracji jako suplement, na przedstawicieli, na szeptany marketing w internecie itd itd itd.

W myśl dewizy pewnego producenta polskiego - wymyślim chorobę - będziem mieć suplement. Tak to się teraz kręci. 

A czy wiesz, że antyoksydanty - przeciwutleniacze, spożywasz codziennie w formie sztucznej? Szereg, zwłaszcza konserw warzywnych, gotowych przetworów ma dodatek kwasu askorbinowego jako przeciutleniacza i chwytaka jonów metali katalizujących utlenianie i rozkład żywności. Przedłuża po prostu okres ważności. Po co? Żeby było taniej, ekonomiczniej, mniej strat, wpisz powód, który zwiększy zawartość portfela producenta i nieuszczknie zanadto Twojego.

Poza kwasem askorbinowym jest cała gama innych sztucznych przeciwutleniaczy dodawanych do żywności. Jest to rejon szeregu od E270, przez E301 do E385. Nieraz okazywało się, że przez żywność z przemysłu pochłaniamy sztuczną witaminę C w ilościach większych niż tej łykanej w tabletkach, więc nadmiar jest koncertowo odprowadzany do muszli klozetowej lub podobnie.

Dziecku zrób podstawowe badania. Jeśli są w normie to karm jak zwykle. Szczep jak zwykle. Traktuj normalnie. Chorować będzie, bo chodzi do przedszkola. Nie izoluj, nie chuchaj, nie ładuj pod klosz. To nie jest normalne. Izolacja nie jest normalna. Nie kąp w agresywnych mydłach typu bambino w kostce. Wybieraj łagodne środki oparte na pochodnych betainy. 

Nie przesadzaj z mlekiem. Lepiej ładuj mleczne przetwory fermentowane - jogurty (uwaga na cukier), kefir, maślanka, śmietana. Masło, nigdy margaryna. Zróżnicowane mięso, nie tylko kurczak. Wołowinka, która jest źródłem wielu potrzebnych składników, witamin np. Grupy B. Wieprz bez szaleństw, ale też można. 

Orzechy, ale nie orzeszki ziemne. Warzywa, ale nie tylko gotowane. Surówki, buraczki, koper, nać pietruszki - która ma więcej żelaza niż szpinak. Kiszonki, ogóreczki, kapusta kwaszona. Z pewnością to wszystko jest już w diecie. 

 

Wracając. Jeśli chcesz marnować czas to na tym spotkaniu zapytaj co takiego wyjątkowego jest w tym preparacie, skoro już wiemy, że antyoksydanty sztuczne są człowiekowi potrzebne jak rybie szlifierka kątowa. Może jakieś badania, publikacje, poza kolorową ulotką i folderkiem.

 

Co to są fenole? To są związki chemiczne, organiczne, zbudowane z przynajmniej jednego pieścienia aromatycznego (sześciokątny domek dla ptaszków), do którego dołączona jest conajmniej jedna grupa OH - tak, ta od spirytusu. To połączenie jednak nie tworzy alkoholu. Fenole to fenole, mimo że czasem zachowują się podobnie, ale to nieistotne.

Fenole są różne - mogą być trujące bardziej lub mniej. Mogą być też „dobre”. Wszystko zależy od budowy.

Polifenole - no to ponieważ „poli” to znaczy wiele, więcej niż jedno OH. Tutaj wkraczamy w wydmy, bo taka np. Rezorcyna ma jeden pieścień aromatyczny i dwie grupy OH. Gdybym nazwał ją polifenolem, to mój kolega zapytałby czy piłem. 

Z reguły jeśli ktoś nagle w tramwaju wykrzyknie „polifenole!” , to pasażerom na myśl przychodzą związki o nieco bardziej rozbudowanej strukturze, z wieloma pierścieniami i wieloma grupami OH popodłączanymi tu a nawet ówdzie. Nie są to proste związki jak taki fenol, który jest prosty, wręcz prostacki i przez to wpadł w manię prześladowczą i jest bardzo trujący dla organizmów żywych. 

Polifenole są związkami produkowanymi przez rośliny. Są obecne w dużych ilościach w skórkach owoców. 

A co o nich wiemy? Nie wszystko, wciąż badamy. Udało nam się ustalić, że niektóre polifenole są przez rośliny produkowane na potrzeby obronnościowe gdyż wykazują działanie odstręczające owady, hamują rozwój patogenów - wirusów, pleśni itp.

Polifenole UWAŻANE są za przejawiające korzystny wpływ na zdrowie człowieka. Bez szaleństw. Owszem, istnieją związki tego typu, hamujące nowotwory. ALE - okazało się, że mogą też rozwijać białaczkę, więc wszystko jak zwykle sprowadza się do dawki (ujmując rzecz obrzydliwie ogólnie).  To nie ma wymiernej wartości. Co to znaczy korzystny wpływ? 

Chciałbym żebyś dostrzegł tutaj takie zjawisko: jest mętna świadomość o niby korzystnym działaniu czegoś tam, następnie producent przystępuje do produkcji tabletki z tego czegoś. Jedyne o co zadba to o to żeby nie wytruć całego tramwaju kupujących jego wytwór. Cała reszta to marketing i nieuzasadnione samozadowolenie z własnego produktu. Niczym nie poparte. No może poza paroma naciąganymi faktami na kolorowym folderku.

Czy to wszystko jest merytoryczne? Absolutnie nie. Jest to moja prywatna opinia, którą się tu podzieliłem.

Zachęcam innych do dyskusji. 

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lunak, jakie to szczęście, że też masz taką prywatną opinię (Y). Nic dodać, nic ująć. A rybą i szlifierką kątową zrobiłeś mi dzień :D:D

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
2 2